The class or not the class?

Jak czasem trafi mi w oczy oferta jakiegoś kolejnego żłobka, aż strach mnie bierze. Tyle wszystkiego! Z 20 różnych aktywności, wymienionych jako „zajęcia dodatkowe”. Kiedy te Dzieci w ogóle śpią i jedzą??

Ale spokojnie, w praktyce wygląda to tak, że „zajęcia gimnastyczne” to 3-minutowe bieganie po sali i rzucanie piłeczki, a „zajęcia muzyczne” to włączenie piosenki z Youtube’a. A język angielski… to też włączenie piosenki z Youtube’a, ale po angielsku! Raz w miesiącu przychodzi Pani z psem na dogoterapię. I włączamy piosenkę z Youtube’a , której posłucha z nami również pies.

Chciałabym nie być tak pasywnie-agresywno-sceptyczna! Ale czy powinniśmy każdą naszą aktywność z dziećmi nazywać słowem „zajęcia”? To jest dopiero pytanie. Zazwyczaj panie opiekunki i nauczycielki robią ogrom pracy z Dziećmi na codzień. Zabawiają, zagadują, czytają, rysują, pokazują nowe zabawki, pilnują żeby Jaś nie tłukł Małgosi, a Małgosia nie gryzła Kasi. Chodzą na spacery. Przebierają, karmią, pocieszają i przytulają. Robią laurki na Dzień Mamy i zorganizują bieganie w taki sposób, żeby Kasia z Małgosią się nie zderzyły ze sobą ani z rzeczywistością w postaci mebli. Włączają piosenki 😉

To jest normalny dzień, normalna opieka, normalne życie. Dopóki nie wchodzi marketing!

I czytanie książeczki zamienia się w „Czytanki-przytulanki”. Zajęcia codziennie! Chyba że jest to bajka zawierająca jakiś morał – wtedy będzie „Bajkoterapia”. Raz w miesiącu.

Rozdzielenie Jasia z Małgosią – „Trening Umiejętności Społecznych dla najmłodszych”. Doraźnie.

Wyjście na plac zabaw – „Edukacja Przyrodnicza”. Raz na kwartał, o ile będzie odpowiednia pogoda.

Stanie na czworaka i robienie dziwnych pozycji: „Joga na podłoga”. Raz w miesiącu, certyfikowany prowadzący, żeby plecy mu nie strzeliły w pierwszej minucie.

Piosenki z Youtube’a – zajęcia umuzykalniające.

Piosenki ze Spotify’a – zajęcia muzyczne.

Piosenki wszelakie i stukanie w bębenki do piosenki – „zajęcia rytmiczne”.

Pędzel i farba – „zajęcia plastyczne”.

Etc, etc, etc.

Naprawdę brakuje nam jasnych określeń czym są „zajęcia” oraz czym są „zajęcia dodatkowe”.

Żłobek który ma nieskończoną listę „zajęć dodatkowych” nie koniecznie rzeczywiście te wszystkie zajęcia ma. A jeśli już ma, wróciłabym do pytań na początku – kiedy te Dzieci śpią i jedzą? I jeśli wszystkie te aktywności to „zajęcia”, jak w takim razie wygląda tam codzienność?

Możliwe, że żłobek, który ma na liście zajęć dodatkowych tylko rytmikę i dogoterapię, robi więcej w zakresie sensownej opieki nad Dziećmi. No bo nie musi każdego kroku określać jako „zajęcia”. A rytmikę i psa poprowadzi ktoś z zewnątrz, mający to tego kwalifikacje i umiejętności.

Chciałabym wyciągnąć z tego tekstu jakieś głębsze wnioski, ale powiem tylko jedno. Wybierając żłobek dla Dziecka miejcie dystans do tego, co Wam opowiadają 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *